Dzisiaj odebrałem przesyłkę, małą paczuszkę którą otrzymałem z Niemiec. Czekałem z niecierpliwością na mały albumik z fotografiami, który udało mi się wygrzebać w zasobach pewnego kolekcjonera militariów. Byłem niezmiernie ciekaw jego zawartości, ponieważ na stronie www widziałem jedynie kilkanaście... wszystkich jest 56.
Zbiór fotografii był własnością młodej kobiety która odbyła służbę w obozie pracy RAD nr 2/50 w Hierlshagen. Zdjęcia pochodzą z okresu zimowego na przełomie lat 1938/39 – nieliczne z nich opatrzone są odręcznymi opisami (a może od zimy do zimy?... niektóre wyglądają na lato).
"Meine Arbeitsdinstzeit in Hierlshagen Lager 2/50
Winter 1938/39"
Uruchomiliśmy maszynę biurową... Ponieważ wieś nie posiada planu zagospodarowania złożyliśmy w UG wniosek o warunki zabudowy.Niestety czas na obieg dokumentów po instytucjach w których należy odcisnąć najważniejsze pieczęcie na świecie jest zatrważający... przyjęliśmy to do wiadomości z pokorą. Za to mile nas zaskoczyły miejscowe urzędy w których wszystko da się załatwić od ręki i z uśmiechem na twarzy (czy tam nikt nie potrafi grymasić?). Np. zanim wysłano pismo o uzupełnienie, to już otrzymałem telefon z informacją żeby nie wstrzymywać wniosku... Złożyłem brakujący podpis zanim doszło do mnie oficjalne pismo... Pani z wodociągów (do wniosku należy dołączyć zaświadczenie o możliwości przyłącza wod-kan) od ręki wystawiła zaświadczenie na podstawie mapki którą otrzymała mailem, oferując nawet osobiste dostarczenie zaświadczenia do UG, bezpośrednio do Pani K, do której powinno trafić zaświadczenie.
Wróciłęm jednak do "normalności" kiedy zmuszony byłem zadzwonić do dystrybutora energii elektrycznej z Głogowa, który obsługuje dziadkowy rejon i również powinien zaopatrzyć mnie w stosowny kwit.... taaaak jednak firma moloch to bardzo skomplikowany organizm. Odniosłęm wrażenie że trafiłem do ministerstwa informacji na planie filmu BRAZIL (swoją drogą polecam :)
Pani na linii wiedziała oczywiście wszystko i nic...po długiej rozmowie i przekazaniu wzajem bardzo ważnych informacji kompletnie nie interesujących żadnej ze stron, miła pani odesłała mnie pod inny numeru telefonu, gdyż nie mogła mnie przełączyć dokądkolwiek... jej aparat nie miał takiej możliwości. Za to podała mi bardzo ważny numer pod którym z całą pewnością otrzymam ważne dla mnie informacje... to był oczywiście ogólnopolski numer obsługi klienta. Zastanowiłem się czy aby na pewno każdego klienta???... czy klienta z wioski w której jest około 40 numerów??? Czy gdzieś tam, hen w sinej dali, w mrocznych czeluściach biurokratycznego gmaszyska znajdzie się taki mały człowiek jak ja, który tak jak ja będzie wiedział o istnieniu takiej wioski jak Ostaszów???
...nie odważyłem się sprawdzić.
Do Głogowa pojechała moja ukochana małżonka... załatwiła od ręki, choć było ciężko! Już nie pierwszy raz okazuje się że kobieta potrafi wszystko, zwłaszcza moja małżonka :)
Przez kilka kolejnych sobót, coś tam dłubałem przy chałupie... karczowałem krzaczory, zasłoniłem tymczasowo okna połaciowe coby woda nie lała się do środka, zacząłem porządki w obejściu....
...aż tu nagle... pojawił się kolejny sąsiad. Pogawędziliśmy trochę... dowiedziałem się że w stodole którą to bym posiadał gdyby jeszcze istniała odbyły się swego czasu mistrzostwa Europy w strzyżeniu owiec... W wiosce wówczas było hodowanych około 5000 szt owiec... kolejny temat do sprawdzenia, a dziadek ponownie zaskakuje. Sąsiad okazał się kolejnym sympatycznym sąsiadem, który zaoferował pomoc i maszynę przy usuwaniu krzaczorów jak tylko obrobi się ze swoją robotą.
W kolejną sobotę przyuważył mnie i przyjechał.... w ciągu 40 min,,, zrobił to przy czym ja musiał bym się mordować 7 dni... i nic za to nie chciał!!! Cóż... DZIĘKUJĘ! no i wypada się odwzajemnić przy lada okazji.
W szopach również padły drzewka.
Trochę łyso bez krzaczorów... trzeba będzie samemu posadzić, ale oczywiście nie przy fundamentach i na ścieżkach :)
Odważyłem się wejść na stryszek... widok z okienka na południową stronę.
Nie odważyłem się jednak włazić na kalenicę by załatać dziury po gąsiorach... zbyt duży destrukt podłogi by podstawić drabinę i belek więźby by się po nich wspinać.
Za to znalazłem nowe skarby...
To z początku lat 60...
Nasi tu byli... ciekawe z którego roku?
To 1 litrowy, przedwojenny słoik weck'a. Niestety bez szklanej pokrywki.
Pewnego sobotniego wieczora, przy powrocie do domu, odwiedziłem sąsiada... Niestety, jak poinformował mnie właściciel najsławniejszej przyczepy w Dalkowie, Pan na zamek nie zajechał... przyjedzie za tydzień.
Cóż, będzie pewnie inna okazja...
Poniżej prezentuję stronice publikacji którą staruszek skrywał przed światem w sianie przez 68 lat.
Jest to jedynie fragment bardzo podniszczony. Strony książki są bardzo delikatne i rozsypują się w rękach, z tego powodu nie wszystkie strony udało się rozkleić. Początkowe i końcowe strony fragmentu posiadają również liczne ubytki. Niemniej jednak prezentuję wszystkie które dało się sfotografować.
Tematyka bardzo różnorodna i może znajdziecie coś dla siebie :) ... tabele rabatowe, kaloryczność opału, pomiary szerokości rzeki czy wysokości drzewa (wiedza takowa zastosowanie znalazła i opisuje ją blog Magia w Tuskulum), garść porad dla dobrej gospodyni domowej od robótek krawieckich po urządzenie domu.... można tez znaleźć zadania tekstowe z matmy przydatne gdy pociechy nie dają nam spokoju i trzeba ich czymś zająć :D
Wiadomo kto wydrukował, ale nie wiadomo jaki tytuł nosi pozycja. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.... czekamy na info od życzliwych świadomych :)
Jak to w zwyczaju bywa, zanim krawiec uszyje nowy garnitur, należy zdjąć z ubieranego delikwenta wymiar. Toteż w dniach 4-5 września wraz z koleżanką – panią architekt, obmierzyliśmy staruszka "od stóp do głów". Pierwszy dzień nie przyniósł większych wrażeń.... odczyt - zapis, odczyt - zapis.... i tak do wieczora obmierzyliśmy cały parter. Kolejny dzień inwentaryzacji zapowiadał powtórkę... po pracy w samochód i ponownie, odczyt.... było co mierzyć bo wzięliśmy się tym razem za więźbę dachową i tak element po elemencie kolejno... zabawa zaczęła się w momencie kiedy przyszło zrobić odkrywki w resztkach siana i jak się okazało warstwie gliny narzuconej bezpośrednio na deski stropu nad oborą (na tak ubitej i odpowiednio sezonowanej glinie, składowano siano). Glina oczywiście stanowiła również rolę izolatora dla znajdującej się poniżej obory.Czynności z goła nudne urozmaiciły kolejne znaleziska.
Zapiski cieśli
Już w pierwszych wizytach u dziadka zauważyłem ślady dłuta na elementach więźby, ale raczej wziąłem je za próbę narzędzia czy jest dostatecznie ostre... Przy obmiarze jednak widząc że ilość nacięć jest różna pojąłem że to numeracja poszczególnych elementów (zapewne przygotowywanych i pasowanych ze sobą na dole). Sprawdziłem kolejne słupy i zastrzały.... system znakowania był jasny i logiczny a jednocześnie ciekawy graficznie z podziałem na stronę lewą i prawą oraz kolejność słupów w całym układzie.
Jak widać na poniższej fotografii, cieśla wolał posłużyć się podręcznym narzędziem miast ołówkiem.
Poradnik Bauera i inne klunkry
Kolejną niespodzianką okazał się fragment publikacji zaszytej w zleżałym sianie w okolicach płatwi stopowej, i jednej z krokwi (datowanie po 1939 r. gdyż autor odwołuje się do 1939 r. ). Kolejny ruch łopatą i kolejne znaleziska... ampułka po zużytym zastrzyku, fragment pierwszej strony zeszytu, fragment okładki biuletynu z Żagania (niem. Sagan) oraz fragment ciosanego kamienia polnego. Nie ma nic dziwnego w ciosaniu kamienia.... ale ten zaskoczył nas kunsztem ciosania...
(Poszczególne strony poradnika pojawią się wkrótce).
Śmierdząca sprawa
Ostatnim odkryciem tego dnia była minibomba biologiczna... wytoczyła się beztrosko z warstwy siana i radośnie zatańczyła, kręcąc bączki, na desce stropowej. Opatrzność czuwała nad nami i nikt z nas wcześniej nie nastąpił na minę. Ładunek również nie eksplodował przy robieniu odkrywki precyzyjnym narzędziem jakim jest łopata.... Tym razem saper się nie pomylił, choć sytuacja była niekomfortowa... jeszcze nigdy nie obchodziłem się z kurzym jajem tak delikatnie! Obawy były uzasadnione bo zbuk wydawał obezwładniający odór, nawet przez skorupkę!
Korzystając z nadarzającej się okazji, wykonano w bezpiecznej odległości rzut ćwiczebny "granatem", neutralizując tym samym zagrożenie.
Zaskakuje fakt że dziadek przy pierwszych pracach odkrył tajemnice... z niecierpliwością czekamy na więcej :)